poniedziałek, 23 czerwca 2014

Dom Tkacza w Bielsku Białej






Ostatnie dni mieliśmy okazję spędzić poza domem i codziennością. Najważniejsi w takich wyjazdach są ludzie z którymi ten czas przychodzi spędzić.
Jeżeli ma się szczęście, kilka dni staje się tak relaksującym i przyjemnym doznaniem, że tęskni się już w momencie stania na podjeździe, pożegnania.
Do kolejnego razu pozostaną nam wspomnienia i zdjęcia…
Kilka dni minęło leniwie, ale nie byłabym sobą, gdybym się nie udała w kilka najbliższych miejsc godnych zwiedzenia. A że Bielsko Biała o mocniejszy rzut beretem, to się wybraliśmy. Najpierw odwiedziliśmy
Dom Tkacza
 umiejscowiony  w okolicy zamieszkiwanej swego czasu przez bielskich sukienników. Dom należał kiedyś do mistrza cechowego i jest odwzorowanym miejscem pracy i wypoczynku jego ostatniego właściciela. Przedzielony sienią na dwie części, po lewej stronie znajdziemy aranżacje warsztatu pracy, po prawej zaś część mieszkalną, wszystko  klimacie przełomu wieku XIX i XX. Na piętrze znajduje się wystawa strojów ludowych nie mniej interesująca od zbiorów umiejscowionych na parterze.
Mogłabym całymi dniami siedzieć w muzeach i kontemplować skarby, ale wizyty z dwuipółlatką ograniczają się do niespokojnego oczopląsu i dzielenia uwagi między ekspozycję a malucha, ale wolę zwiedzać tak niż wcale. Cieszy mnie to, że Karmelek szybko uczy się na czym polega pobyt w muzeum. Zabieramy ją w takie miejsca regularnie, nie jest wiec dla niej już dziwne to, że czegoś nie można dotknąć, gdzieś wejść, choć jak każdy bobas stara się naginać te zasady ile tylko można. Na szczęście osoby na które trafiliśmy w Domu Tkacza były bardzo serdecznie nastawione do dzieci i ich podejście  przeszło moje najśmielsze wyobrażenia i wykroczyło poza  obowiązki (oczywiście w pozytywnym tego sformułowania znaczeniu), sprawiło, że to miejsce, jako cel wycieczki z maluchami mogę wszystkim serdecznie polecić. Budynek jest niewielki, zwiedzania mało i nie ma kiedy się znudzić, nawet małemu bąblowi. 

















Auto można zaparkować tuż obok, a w środku znajduje się toaleta.



bilet normalny - 10zł
ulgowy - 6zł











 

wtorek, 17 czerwca 2014

Irena Suchorzewska - "Wiersze dla dzieci grzecznych i niegrzecznych"








Jakie powinny być wiersze dla dzieci grzecznych i niegrzecznych?
Na pewno zabawne, oryginalne, zaskakujące i przepięknie ilustrowane!
Wydawnictwo Muza wybrało dla małych i wybrednych czytelników wierszyki porywające, rytmiczne, o treści, które nie tylko zachwyci ale czasem pozwoli odszukać pewne cechy w naszych łobuziakach.
Autorkę zna każdy („Mam trzy lata”, „Chwalipięta”), choćby się zapierał, że pierwszy raz to nazwisko na własne uszy słyszy itp. Autorka uniwersalna, autorka, której twórczość pomimo lat nie traci na aktualności, świeżości, humorze.
Wierszyki są bardzo pouczające, chociaż na ten nienachlany, bynajmniej nie pouczający sposób: nie zabijają myślenia, nie nakazują, zakazują: czytaj i bierz, czego potrzebujesz.
Do tego ilustracje: piękne, sugestywne i kolorowe, z przerysowanymi bohaterami w rolach głównych, na dodatek malowane akwarelą – Kasia Kołodziej żywymi kolorami tworzy barwne tło, rzuca podstawę, na której budować się mogą twory wyobraźni maluszków.
Karmelek poleca, Karmelek lubi bardzo.
Na wieczór, do podusi pięć wierszyków, odlicza razem ze mną w przód lub w tył, czasem nieśmiało poprosi o więcej, ale mama jest nieubłagana: reszta Karmelku z samego rana :)













Autor:  Irena Suchorzewska
   Ilustracje: Kasia Kołodziej
   Wydawnictwo:  Muza
   Okładka:   twarda
   Ilość stron:  40
   Format: 
237 x 270 mm
      Rok wydania: 2014
      Cena: 29.99zł 20,99zł
Do kupienia TUTAJ







niedziela, 15 czerwca 2014

Reksio i Baranki Dzieciom :)





Kolejna odsłona kina. Tym razem nie będzie to wielki moloch kinowy – komercyjne miejsce, odtwarzające komercyjne, modne filmy, ale jedno z miejsc z filmową duszą. Odkąd Bubal pojawił się na świecie nie byłam w kinie na żadnym filmie skierowanym dla dorosłych i nie jest mi z tego powodu wcale przykro. Repertuar kin komercyjnych jak dla mnie jest żałosny – wszystko w myśl idei, by wyciągnąć z ludzi jak najwięcej kasy, nieważne, że będą oglądali chłam, bez sensu, bez głębi, bez znaczenia. Przed urodzeniem Bubalka odwiedzałam nieduże kina ze świetnym repertuarem, teraz odwiedzam je z Bubalem, aby tak, jak dzisiaj, oglądać np. ponadczasowego Reksia. Bajka stara jak świat, a jednak uwielbiana i rozumiana przez współczesne maluchy, które nie potrafiąc mówić potrafią sobie odblokować tablet i uruchomić ulubioną grę.
 Kino pod Baranami znajduje się w jednej z pięknych krakowskich kamienic i zajmuje w sumie dwa piętra. Wchodząc tam zapomnijcie o standardowym wystroju kina. Klimat jaki w nim panuje to coś pomiędzy muzeum, kawiarnią a kinem - taki krakowski ;)
Baranki Dzieciom, to wydarzenie, na które kino zaprasza raz w tygodniu:  w niedzielę o godzinie 11.00
Bilety kosztują dziesięć złotych i w cenę wliczone są również warsztaty, które odbywają się zawsze po skończonym seansie. Dziś trafiliśmy na florystyczne: robiliśmy jeżyka z jabłka i kwiatów. Nie sądziłam, że Bubalka to pochłonie, ale owszem, zaangażowała się mocno w tę czynność. W zajęciach uczestniczyło sporo maleńkich dzieci a wystarczyła niewielka pomoc ze strony rodziców, by bawiły się wyśmienicie!
Baranki Dzieciom mają niestety przerwę wakacyjną, nad czym bardzo, bardzo boleję, bo to nasze ostatnie wakacje, które spędzam w domu razem z Bubalkiem, wrzesień powita mnie powrotem do pracy, ale w miarę możliwości czasowych postaram się zaliczyć kilka seansów, zwłaszcza te, po których odbędą się warsztaty bębniarskie!!!










W przyszłym tygodniu powitanie lata z Bolkiem i Lolkiem!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...